| |
forum.optyczne.pl
|
 |
Lornetki - Swarovski 10x52 NL Pure
binocullection - Nie 15 Lut, 2026 Temat postu: Swarovski 10x52 NL Pure Odbyłem ostatnio wciągającą rozmowę ze znajomym interesującym się lornetkami. Gdzieś w trakcie analizowania aktualnej sytuacji na rynku optyki sportowej zadał pytanie – z czego wynika, że pytasz o powód interesowania się lornetkami? Nastała chwila ciszy. Faktycznie, zdałem sobie sprawę, że gdzieś instynktownie ta informacja jest mi potrzebna, by móc osiągnąć nić porozumienia w optyce.
Moja recenzja nowej odsłony Swarovskiego NL w wariancie aperturowym 52 mm wymaga zwrócenia uwagi na determinujący czynnik oceny. Jest nim przyjemność z obserwacji. To jedyny aspekt, który w lornetkach mnie interesuje, który staram się z czasem lepiej rozumieć, na ile to możliwe wiarygodnie oddać, dlatego to jemu poświęcony będzie ten tekst. Nie cyferkom, medialnym nagonkom i wyciągniętym z kontekstu epitetom. Opowiem zatem o emocjach.
EWOLUCJA
Nie sposób zrozumieć NL52, jeśli nie miało się doświadczenia z NL32 i 42. To lornetki z gruntu inne, niż pozostałe dostępne na rynku, może od niedawna za wyjątkiem Bannerclouda. Specyficzne, wymagające, czasem kapryśne. Jednocześnie ekscentryczne, odkrywcze, technicznie perfekcyjne. Zależność charakterystyczna dla jednostek wybitnych. Większa apertura dostarcza nie tylko więcej światła, ale eksploatuje, a nawet uwybitnia, tą samą ergonomię i ten sam projekt obudowy. Z drobnymi smaczkami zmian. Swarek kontynuuje w nim misję przybliżania użytkownikom piękna natury w sposób zachwycający rozmiarem i dostępnością pola. Ale pole samo w sobie jest jedynie nośnikiem emocji. Ich treść wyraża się w czymś innym, czymś co stanowi tożsamość producenta z Austrii.
WIERNOŚĆ
Napisałem niedawno na forum, że lornetkami posługuję się, aby zaspokajać ciekawość i chłonąć piękno otaczającego świata. Lornetka, jako urządzenie przybliżające świat, ma dla mnie jedno zadanie – nie przeszkadzać w obserwacji. Odwzorowywać otoczenie w sposób nie zmieniający geometrii i estetyki scen. Pomagać w obserwacji poprzez uruchamianie w zmyśle wzroku tych wszystkich atrybutów widzenia (przestrzenności, wyrazistości), które determinują wrażenie komfortu, lub jak ja to określam, pewności widzenia. Odkąd przyłożyłem oczy do pierwszej lornetki (zgoła mniej wiernej) nie potrafię pozbyć się pragnienia wiernego widzenia przez optykę. Wierność obserwowanego obrazu w lornetce jest fundamentem przyjemności, a ta wydaje się konsekwencją potrzeby wynikającej z instynktu poznania i oceny. NLka jest emanacją tego zjawiska, podobnie zresztą jak poprzedzające ją generacje, tutaj jednak uzupełnia je przestronnością i większą poręcznością.
PRZYJEMNOŚĆ
Zatem czym jest wierność? Na to pytanie znaleźć można pewnie kilka odpowiedzi, ja zaproponuję najbliższą swojej intuicji. Wierność jest kompozycją cech lornetki, które dają komfort patrzenia. A komfort ma tę nieszczęsną (choć dla ogółu może nawet szczęsną) właściwość, że ujawnia się dopiero wtedy, gdy zostanie doznany. Komfortem okazuje się wierność kolorystyczna, ostrość, właściwe odwzorowanie perspektywy, brak znamion przejścia światła przez urządzenie. To wszystko cechy NL, przy czym wariant 10x52 uzupełnia to czystszą bielą (przemyca mniej czerwieni, utrzymując wysoką transmisję niebieskiego) oraz maksymalną, osiągalną przy tym projekcie optycznym, wygodą obserwacji pola. Przyjemnością łatwości przenoszenia się na drugą stronę okularów. Ale nie tylko. Stara się uzupełnić ją lepszą kontrolą światła pozaosiowego (odblaski) oraz to, czego NLki genetycznie nawet nie próbowały mieć – przestrzennością.
PRZESTRZENNOŚĆ
Ten aspekt wart jest szczególnego podkreślenia, gdyż mniejsze NLki (oraz NL14x52) są urządzeniami z zamysłu portretującymi, utrzymującymi w ryzach krzywiznę pola i dystorsję. NL10x52 dodaje projektowi dynamicznej przestronności. Przeskanuj płynnym, prostoliniowym ruchem koronę drzewa z falującymi liśćmi, a zrozumiesz, co mam na myśli. To lornetka uwypuklająca bliższe perspektywy, gięte bryły i złożone konstrukcje pod warunkiem jednak, że obraz ożywa i przemieszcza się w polu widzenia okularów. Efekt jest fascynujący, dodający tej bezdusznie wiernej konstrukcji optycznej elementu życia i zaangażowania wyobraźni. Płaci za to naturalnie ostrością brzegową i mniej finezyjną (jak np. NL 12x42) projekcją nocnego nieba. Potrafi także tworzyć dosyć dziwne wrażenie przelewania obrazu podczas spontanicznego panningu. W sumie swoich cech uzupełnia element wierności projekcyjnej o atrybut inspiracyjny, będący moim zdaniem zabiegiem intencjonalnym.
PRZYSZŁOŚĆ
Swarovski musiał zdać sobie sprawę, że w dobie atrofii pasji lornetkowej odbiorcą „dużej” NLki będą wyłącznie pasjonaci optyki. Stworzyli zatem lornetkę, która dawała wolność interpretacji projektu oraz mądrość technologiczną wynikająca z kilku lat doświadczeń modelu na rynku. Gdzieś podświadomie można poczuć, że podobnie jak WX w przypadku Nikona, NL52 są pewnego rodzaju hołdem dla wybitnej dynastii zapoczątkowanej przez rewolucyjną na rynku serię SLC, osiągającą amplitudę doskonałości optycznej w postaci EL (to wymagałoby osobnego artykułu), by przekształcając się w NL dać upust ambicjom niedużego producenta optyki z Tyrolu. Są przykładem pięknej współpracy, jaką europejski producent potrafił osiągnąć z konsumentem pochłoniętym w swej pasji, odkrywając przez nim nowe przestrzenie możliwości na gruncie optyki, jak i stylistyki użytkowej. Ważne memento w dobie dominacji przemysłowej Chin. Czy Swarovski przetrwa te niełatwe czasy? Sądzę, że tak, jeśli wierny będzie misji przybliżania pasjonatom piękna przyrody i wierności jej prezentowania. Jak Nature Lover Pure.
widoczek - Nie 15 Lut, 2026
Czy można podsumować, że NL Pure 10x52 to lornetka dla wytrawnych pasjonatów optyki doceniających subtelności wiernego odwzorowania scen, a EL 10x50 to lornetka dla smakoszy perfekcyjnej technicznie optyki?
binocullection - Pon 16 Lut, 2026
Tak, ale w przypadku ELki recenzja bylaby bardziej rozprawa o wygodzie, niz tylko wiernosci.
Ergonomic Light, gdzie to drugie rozumiem nie jako lekkosc fizyczna (choc lekkie faktycznie sa), ale lekkosc wchodzenia w obraz, brak siłowania sie z obrazem - odprężenie wzroku oraz nieczułość okularow na generowanie artefaktów, gdy wzrok chce osiagnac cala jego rozpietosc.
W NLce wierze, ze zrobiono wszystko, na co fizyka i ograniczone gabaryty lornetki pozwoliły, aby bylo podobnie i czesciowo sie to udalo.
Ciekaw jestem, jakie sa optymalne zakresy pol wsrod uzytkownikow z forum. Takie, ktore daja satysfakcje, ale takze wygode i użyteczność. Zapraszam do dyskusji.
carlo - Pon 16 Lut, 2026
Bardzo fajny tekst. Już NL 10x42 to perfekcyjny kandydat na „tą jedyną”, natomiast 10x52 idzie jeszcze dalej, dając większe możliwości zmierzchowe i jak autor opisał - większą finezję obrazu. Mnie osobiście lornetka ta ujęła szeroko rozumianym „feelingiem” czyli składową ergonomii, użytych materiałów (bardziej „zamszowa”, niż mniejsze modele) oraz smukłości. Przy 52mm - nie sprawia wrażenia dużej. Co do widoku najlepiej już wypowiedział się kolega binocullection, jest bardzo przyjemny, otwarty, szeroki i kontrastowy. Moje wrażenia to tylko "wspomnienia". Nie jestem niestety użytkownikiem tej wspaniałej lornetki ale z chęcią popatrzyłbym przez nią ponownie
binocullection - Wto 17 Lut, 2026
Feeling towarzyszy wszystkim NLkom oraz rosnie wraz ze wzrostem apertury. Rzezba 52ki tworzy podświadome uczucie trzymania w dloniach specjalistycznego, zaprojektowanego pod fizjologie dloni narzedzia, a moze nawet broni - taka gre skojarzeń moga powodowac czarne wypustki opuszczające mostek w kierunku obiektywów, przypominające łowcze aplikacje bojowe.
NLka, podobnie jak Zeiss Victory SF, to dla mnie pod wzgledem przyjemnosciowym nieodłączna, oszacowalbym na 50/50, kompozycja optyki i ergonomii. To powod, dla ktorego nie potrafie zgodzic sie na rownowazne oceny Swarka i Bannerclouda - nawet jesli chinska optyka puka do bram europejskiej, to pod wzgledem feelingu (dzieki Carlo za dobre okreslenie) to inne światy wrazen i odczuc. Znowu, odczuwalne dopiero na wyzszym etapie zaawansowania z lornetkami, dlatego nie dajace sie generalizować.
TRYTON7 - Sro 18 Lut, 2026
Fajna rozprawka ...
Myślę, ze rzetelne testy na ławie optycznej pokazały by miejsce w szeregu SRBC
Żyjemy samymi opisami wrażeń narzutowanych gl. przez niska cenę ... a tak prawdę mówiąc, zbliżenie się do Alfy bądź złotej Trójcy powinno być w oparciu o wykresy ,badania ,opisy przez profesjonalnych ludzi na profesjonalnym sprzęcie.
SRBC ma szerokokątne okulary ,które oczarowują wszystkich wokoło ...
i nawet jeśli wyjdzie ,ze 30% jest obcięte - to kogo to będzie obchodzić ?
Liczy się wrażenie i komfort ...
Wojtas_B - Sro 18 Lut, 2026
Tu nie ma "profesjonalych ludzi", wszyscy jesteśmy amatorami przedmiotu, a jeśli ktoś jest zawodowcem, to skutecznie to ukrywa. Ludzie, którzy wyleźli spod kamienia tego forum, i z którymi tworzymy równoległą społeczność wirtualnie i realnie to również sami amatorzy; nie zauważyłem, żeby ktokolwiek z nich posługiwał się lornetką zawodowo, czyli brał za to pieniądze, albo przejawiał jakąkolwiek aktywność z użyciem lornetki, która pozwalałaby wskazać znamiona profesjonalizmu.
Każda nasza opinia jest więc poglądem amatorskim.
TRYTON7 - Sro 18 Lut, 2026
Profesjonalnie posługiwanie lornetki to widzę chyba jedynie u żołnierzy ?
Będąc amatorami możemy być bardziej lub mniej profesjonalnymi obserwatorami ... nie mówmy ,ze testy na : optycznych.pl to tylko amatorskie bajki ...
Właśnie takie profesjonalne testy + nasze "wrażenia" z obserwacji stanowią podstawę do oceny lornetki nawet przez amatora.
binocullection - Czw 19 Lut, 2026
Jest taki etap dojrzałości u binoholika, w którym stwierdza, że "profesjonalny" odbiór lornetki nie jest wszystkim i - co więcej - że ten potrafi być omylny.
Wrócę do mojej recenzji NLki. Stawiam tam znak równości pomiędzy wiernością (odpowiednikiem Twojego profesjonalizmu), a komfortem.
Nie czuję realnej wygody w wygodnej lornetce bez pełnej wierności obrazu.
Nie czuję wierności w wiernie odwzorowującej lornece bez dostatecznej wygody obserwacji.
Dla mnie to, przykładowo, Fujinon FMT oraz Swarovski Habicht.
Lornetka o fantastycznej wygodzie obserwacji, ale bez wystarczającej wierności i lornetka o fenomenalnej wierności, ale bez wygody obserwacji.
Obie na pograniczu mojego poczucia satysfakcji, a z "profesjonalnego" punktu widzenia w czołówkach rankingów.
Z drugiej strony serie EL/NL, które łączą te dwa oblicza wierności, tylko na różny sposób.
Aby się przekonać, że tak jest, nie potrzeba ławy optycznej.
Wystarczy spojrzeć.
TRYTON7 - Czw 19 Lut, 2026
A czym jest "fantastyczna wygoda obserwacji" ? lub "fenomenalna wierność" ? lub tez - poczucie satysfakcji ?
jedni będą mieli to narzucone cena a inni jakością optyki...
Dla mnie - wygoda obserwacji to jedynie "fotel dentystyczny w układzie żurawia lornetowego" i to bez względu na parametry lornetki...
Lawa optyczna jest potrzebna.
jest potrzebna po to by otrząsnąć się z wyobrażeń i potwierdzić w badaniach ,ze nie śpimy na jawie naszych "odczuć i satysfakcji".
Czy NL jest doskonalą? jak zachowuje się w warunkach silnego oświetlenia ?...
są osb. które wyżej stawiają Leice lub Zeiss-a bo ich preferencje fenomenalnej wierności są inne... i właśnie wtedy LAWA OPTYCZNA jest idealnym sprawdzianem tego co nam się wydaje.
Taki Habit mimo zastosowań obiektywów achromatycznych jest jaśniejszy od NL a poziom AC jest na bardzo podobnym poziomie jeśli nie odrobine lepszy...
w obserwacjach nocnych - to nie jest już tak istotne i nawet stary Fujinon 70mm zgasi obie lornetki bo sięgnie dalej i głębiej mimo niższej jakości optyczne jak i nie tak fenomenalnej wierności...
Wojtas_B - Czw 19 Lut, 2026
Prosił, prosił i wyprosił. Masz tę ławę optyczną, bo zamęczysz. Tu co prawda na teście jest Banner Cloud. Ława potwierdziła, że lornetka dobrze ściąga.
NL 10x52 też będzie badana na tym stanowisku, co powinno potwierdzić wnioski z wyżej zamieszczonej rozprawy.
binocullection - Czw 19 Lut, 2026
Na fotelu dentystycznym w układzie żurawia lornetkowego obserwujesz ptaki w lesie?
Wygoda obserwacji to łatwość wejścia i pozostania w obrazie.
Tolerancja odległości oka od okularu bez pociemnień.
Możliwość uniknięcia odblasków.
Brak AC i astygmatyzmu przy ustawieniu oczu inaczej niż w osi optycznej.
Odpowiednia kolimacja - brak naprężenia oczu.
To brak astygmatyzmu, który będąc obecny zmusza oczy o szukania pełnej ostrości, której nie znajdzie.
To odpowiedni kontrast, dzięki któremu widzisz wyraźnie, szczególnie przy ograniczonej widoczności.
To wszystko składa się na wygodę obserwacji, która ujawnia się w jakimś stopniu w każdej lornetce i rośnie wraz z poziomem jej zaawansowania.
binocullection - Nie 22 Lut, 2026
Poszukując świadomie wierności w obrazowaniu lornetkowym prędzej czy później staniemy przed dylematem optymalnego kontrastu. Pojęcia choć przez wielu rozumianego podobnie, to w praktyce odsyłającego do różnych jego przejawów. Najczęściej błędnie utożsamianego wprost z nasyceniem kolorów.
Obraz wierny nie toleruje braku wyrazistości, jest niespowity mgłą błędnie ukierunkowanego w urządzeniu światła. Wierne spojrzenie wymaga przebicia się przez perspektywę powietrzną, oddzielenia treści obrazu od niepożądanego szumu. Właściwej definicji obrysu kształtów i smolistej czerni - rzeczywistego braku informacji. W uproszczeniu obraz wierny pokazuje to, co widać i nie pokazuje tego, czego nie widać. Nie to, co błędnie zaprojektuje niedoskonały układ optyczny.
Z drugiej strony wierność nie znosi kompromisów. Osiągania jednego atrybutu kosztem innego. Nie nazwę wyrazistej sceny jako oddaną wiernie, jeśli wmawia mi nieistniejące w niej kolory lub temperaturę barw. Atrakcyjność nasyconego koloru nie zastąpi mi sceny, w której dostrzegam przejścia tonalne w pełnej rozciągłości osiągalnej dla nieuzbrojonego oka. A przynajmniej wtedy, kiedy autentyczność reprodukcji jest źródłem satysfakcji.
Kluczem do wierności staje się zatem równowaga kontrastu i balansu kolorystycznego, którą Swarovski opanował z czasem do perfekcji. To główny powód, dla którego nieuświadomiony użytkownik lornetek może postawić im zarzut "szarości", nie rozumiejąc, że jest to błędna interpretacja zjawiska wierności kolorystycznej. To jest taki dysonans, jakby zarzucać muzyce hi-fi braku przerysowanego basu. Albo klasycznej linii samochodu ascezy kreski i nieobecności wystających spojlerów.
Swarek przesuwa stopniowo kontrast wraz z kolejnymi generacjami. Popatrz przez SLC, a następnie EL, dostrzeżesz subtelne różnice. Następnie porównaj z NL, tutaj skok kontrastu będzie większy, by w najnowszej generacji znów przesunąć się drobnym i z wyczuciem wyznawcy wierności, poruszeniem pokrętła.
NL 10x52 może wydawać się paradoksalnie bardziej "szara" niż poprzedniczki, choć od razu widać, że dysponuje - zauważalnie dla wyczulonego obserwatora - wyższym kontrastem i mniej ulega wpływom światła bocznego. Powracając do skojarzeń akustycznych, jej dźwięk wydaje się być jeszcze bardziej pozbawiony szumu, choć przecież już poprzednie NL oraz EL grały czyściej niż cokolwiek dostępne na rynku. A także trudno było dać wiarę, że ten masyw wierności może mieć wierzchołek wyżej niż osiągalny wzrokiem przez obserwatora, który wspiął się już - aż tak - wysoko.
Bądźmy bardzo ostrożni i powściągliwi jako recenzenci. Zmysł wzroku, na który zdani jesteśmy w poznawaniu rzeczywistości oraz czynność oceny wartościującej (nawet bezpośredniej) są bardzo zwodnicze i poddające się prostej sugestii. Jesteśmy bezbronni nawet w obliczu oceny przyjemności, raz preferujemy np. ocieplenie obrazu, by po krótkim romansie uciec ku pokusie ochłodzania, a na koniec dnia okazuje się, że to jedyne krótkie podniety, bo istotą przyjemności i trwałą relacją może być tylko równowaga i krocząca za nią wierność. Te zaś nie są celem, a drogą, którą wytyczają przed naszymi oczami, zatraconymi w pragnieniu nieistniejącego ideału, geniusze optyki.
Na dziś NL10x52 jest dla mnie naiwną jego materializacją.
TRYTON7 - Pon 23 Lut, 2026
| Wojtas_B napisał/a: | Prosił, prosił i wyprosił. Masz tę ławę optyczną, bo zamęczysz. Tu co prawda na teście jest Banner Cloud. Ława potwierdziła, że lornetka dobrze ściąga.
NL 10x52 też będzie badana na tym stanowisku, co powinno potwierdzić wnioski z wyżej zamieszczonej rozprawy. |
no właśnie... bardzie ciekawiło mnie dlaczego BC wymaga takiej pozycji obserwacyjnej ? pierwotnie sądziłem ,ze cos dolewacie do kawy i po trzeciej kawie , obserwacja wymaga przyjęcia właśnie takiej pozycji
obecnie już wiem bo widziałem BC .
TRYTON7 - Pon 23 Lut, 2026
| binocullection napisał/a: | Na fotelu dentystycznym w układzie żurawia lornetkowego obserwujesz ptaki w lesie?
Wygoda obserwacji to łatwość wejścia i pozostania w obrazie.
Tolerancja odległości oka od okularu bez pociemnień.
Możliwość uniknięcia odblasków.
Brak AC i astygmatyzmu przy ustawieniu oczu inaczej niż w osi optycznej.
Odpowiednia kolimacja - brak naprężenia oczu.
To brak astygmatyzmu, który będąc obecny zmusza oczy o szukania pełnej ostrości, której nie znajdzie.
To odpowiedni kontrast, dzięki któremu widzisz wyraźnie, szczególnie przy ograniczonej widoczności.
To wszystko składa się na wygodę obserwacji, która ujawnia się w jakimś stopniu w każdej lornetce i rośnie wraz z poziomem jej zaawansowania. |
Tak, ptaki itp. tez można obserwować z fotela ...
ja nie oglądam "ptaka pędząc na rowerze" obecnie stabilizacja obrazu w lornetkach występuje nawet przy 30mm obiektywach a wiec należy zadać pytanie - po co ?
następną sprawą jest tzw. "słaba rozpoznawalność obiektów nisko kontrastowe " w lornetach dachowych w stosunku do porro. Niedawno w innym wątku ktoś opisywał jak nie mógł znaleźć sarny, czy dzika będąc w lesie właśnie w dobrym "dachu" a w "porro" pojawił się momentalnie... W astro występuje tez tzw. efekt "przestrzenności" w porro ,ktorego nie znajdziecie nawet w NL a wiec wszystko ma swoje plusy i minusy.
binocullection - Pon 23 Lut, 2026
Sa jeszcze polstany pomiedzy obserwacjami z fotela i jazda na rowerze oraz alfami i śmieciami, zwane lacznie jako „zycie”. Wydajesz sie unosić nad nim, nie zauważając go.
Skladowa kontrastu jest jeszcze transmisja, ale jej wplyw najbardziej wyczuwalny jest na niebie.
Wtedy faktycznie porro moze miec przewagę nad konstrukcja dachowa, ale musi to byc bardzo dobre porro.
Nie wiem, co masz na mysli mowiac o przestrzennosci w astro, ale prawdopodobnie polaczenie nieostrosci brzegowej z duza dystorsja, co sprawia wrazenie spoglądania w glebie. Tutaj raczej nie nadajemy na tych samych falach. Wole duze, w pelni ostre pole, niz oszukiwanie sie jawnym brakiem korekcji.
Wojtas_B - Pon 23 Lut, 2026
Porro to porro i nie ma co dyskutować, bo żadna dachówka nie zbliży się do waloru 3d, który oferuje każde porro. Wynalazek dachówki wynikający z potrzeby kompaktowości lornetki mobilnej i łatwiejszego zapewnienia szczelności jest więc jednocześnie przekleństwem i dobrodziejstwem.
Jakkolwiek nie lubię przeciętnych lornetek, to już wolę tanie porro z widocznymi aberracjami od taniej dachówki z podobnym poziomem aberracji.
Przejście z porro na dach to pewnego rodzaju wizualna kastracja. Wymagającym binoholikom oczekującym obrazu o najlepszej estetyce ten brak muszą kompensować skądinąd wspaniałe inne walory obrazów oferowanych przez dachówki najwyższej klasy.
Walor 3d obrazu pozostaje też niezastąpiony w pewnych zastosowaniach praktycznych, gdzie wciąż używa się tylko porro, np. na morzu i na polu walki, gdzie dobra percepcja wzajemnych położeń obserwowanych obiektów może decydować o uniknięciu katastrofy.
Soniak10 - Pon 23 Lut, 2026
| Wojtas_B napisał/a: | | Porro to porro i nie ma co dyskutować, bo żadna dachówka nie zbliży się do waloru 3d, który oferuje każde porro | To bardzo ciekawe spostrzeżenie, zwłaszcza w kontekście znanego Ci wątku kol. Wersacze (zrzutka w załączeniu).
Wątek
| Wojtas_B napisał/a: | | Walor 3d obrazu pozostaje też niezastąpiony w pewnych zastosowaniach praktycznych, gdzie wciąż używa się tylko porro, np. na morzu i na polu walki, gdzie dobra percepcja wzajemnych położeń obserwowanych obiektów może decydować o uniknięciu katastrofy | A mnie się wydaje, że w tych zastosowaniach, zwłaszcza "na polu walki", przyczyna korzystania z porro jest bardziej prozaiczna i przyziemna: koszty, Panie! Koszty! Wyposażenie całej armii, wszystkich dowódców od szczebla, powiedzmy, plutonu w górę w przyzwoite, a droższe jednak lornetki dachowe, zawyżyłoby znacząco koszty takiego przedsięwzięcia. No i nie sądzę, żeby żołnierz na polu walki, a tym bardziej marynarz na morzu, oceniał odległość rzędu kilometra lub znacznie więcej do obserwowanego obiektu (czołgu, statku) za pomocą lornetki w celu uniknięcia katastrofy; do tego służą współcześnie inne przyrządy.
ERGO: coś mi się wydaje, że rola efektu 3D u porro w porównaniu z dachówkami jest cokolwiek przesadzona, podobnie zresztą jak rola jasności względnej lornetki w warunkach słabszego (dziennego) oświetlenia. | Wojtas_B napisał/a: | | Wymagającym binoholikom oczekującym obrazu o najlepszej estetyce ten brak muszą kompensować skądinąd wspaniałe inne walory obrazów oferowanych przez dachówki najwyższej klasy. | Czy do tych "dachówek najwyższej klasy" zaliczasz także Razora HD? | binocullection napisał/a: | | Nie wiem, co masz na mysli mowiac o przestrzennosci w astro | Pewnie chodzi o to, że patrząc przez lornetkę można od razu zauważyć, która gwiazda jest dalej, a która bliżej? 😅
binocullection - Wto 24 Lut, 2026
Byłbym bardzo ostrożny w odczytywaniu wrażeń przedstawianych przez osoby wchodzące w świat lornetek. Zwłaszcza, jeśli jako obiekt porównań traktujemy Tento.
A ta "przestrzenność w astro" jest świadectwem bezradności, jaką spotykamy przy próbie opisu wrażeń lornetkowych. W sytuacjach bezradności, najczęściej, uruchamia nam się intuicja, a tą każdy z nas ma inną, bazującą na własnych doświadczeniach.
Przestrzenność jest ciekawym przykładem. Mieszanką sugestii, być może filmowych wizualizacji, instynktownych bodźców, uruchamiania pewnego algorytmu w głowie, który każe nam twierdzić, że funkcjonujemy w przestrzeni. W pewnych lornetkach, takich jak np. Leica Ultravid, przestrzenność narzucana jest wręcz nachalnie, w sposób zaprogramowany na emocje. Nie dosłowność czy wspominaną wcześniej wierność.
Porro tworzy inną przestrzenność, tą "faktyczną", tyle na ile zmysł wzroku faktycznej przestrzenności doświadczyć może - nasze oczy widzą przecież płasko. Skoro przestrzenność jest grą z umysłem, to gry wygrywają lepsze zespoły. Trudno ją wygrać bez kluczowego zawodnika, którym jest paralaksa. Stąd przestrzenne dachy są swego rodzaju kopromisem. Kompromisem dobrym, jeśli działającym wystarczająco mocno na wyobraźnie.
Soniak10 - Wto 24 Lut, 2026
| binocullection napisał/a: | | Byłbym bardzo ostrożny w odczytywaniu wrażeń przedstawianych przez osoby wchodzące w świat lornetek. Zwłaszcza, jeśli jako obiekt porównań traktujemy Tento. | Może i tak, ale w takim razie o jakim zjawisku my mówimy? Czy ta mityczna "różnica efektu 3D" między dachówką a porro to nie jest trochę jak w tym kawale o bacy, który tłumaczył turyście, gdzie jest Giewont:
- Widzicie, panocku, tom góre?
- Tak.
- To nie je Giewont.
Jadą dalej i po chwili baca znowu pyta:
- Widzicie, panocku, tom góre?
- Tak - odpowiada znowu turysta.
- To tys nie je Giewont.
Po chwili baca pyta:
- A widzicie, panocku, tom góre co jej nie widać, bo je za tom górom?
- Nie.
- O! To je Giewont!
binocullection - Wto 24 Lut, 2026
Mowimy o tym zjawisku, ktore zobaczysz na wiezy w Glinnem przez Doctera Nobilem 10x50, jak spotkamy sie nad Jeziorskiem. Albo na alejce brzóz w Dworku pod lasem przez Jenoptema. Piekne makiety 3D stawia takze Nikon EII 8x30, uzupelniajac je charakterystyczna dla siebie zyletkowatoscia obrazu.
Charakterystyczny (nietypowy) efekt 3D daja astronomiczne porro, takie jak np Nikon 10x70. Potezny efekt paralaksy wiaze z płytka glebia ostrości i plaskim polem, tworzac uczucie obserwacji przestrzeni, ale ze spłaszczonymi planami - trudny do opisania efekt, w ktorym ewidentnie mozg „nie radzi sobie” z interpretacja docierającego sygnalu. Z drugiej strony Habicht 7x42, w ktorym paralaksa, krzywizna pola i glebia sa tercetem tworzącym orgie dla przestrzennych fetyszystów*.
*Latwo nimi sie stac, bo obraz o tych atrybutach daje niebywałe poczucie konfortu widzenia i rozluźnienia wzroku.
binocullection - Pon 09 Mar, 2026
Lornetka z widoczną dystorsją, czyli niedoskonała? Niekoniecznie. Coraz częściej odkrywam, że staje się wtedy bardziej... filmowa.
To lornetka wciągająca, jesli łaczy w sobie, w mądry sposób dobraną, kompozycję cech obrazowania, w tym głębii i krzywizny ostrości, w sumie składające sie na uczucie przestrzennosci. Oraz obserwatora, ktory świadomy zjawiska, potrafi niczym reżyser przekuć je w pasjonujący spektakl na scenie rutyny swojej codzienności.
Lornetka wsysająca w scenę siłą przyciągania wyobraźni użytkownika. Wrażeniem wypukłości obserwowanych brył, poczuciem oddalania planów i separacji obiektów w perspektywie widzenia, wspomaganych wygodą akomodacji głębokiej ostrości. Wprowadzająca w doświadczenie lornetkowe dodatkowy wymiar. Mniej namacalny. Realizujący się w tym obszarze umysłu, który zamieszkuje intuicja. Najbliższy, a najmniej poznany towarzysz ludzkiej świadomości.
Ostatnie spotkania lornetkowe stoją u mnie pod znakiem poznawania przestrzenności w optyce sportowej. Odkrywania fenomenu widzenia 3D oraz nazywania wrażeń wzrokowych, które daje spojrzenie stereoskopowe. Zjawiska niejednorodnego, którego różne przekroje prezentują lornetki porro i dachowe. Składowej przyjemności, obok czystości obrazu, w na co dzień odkrywanej anatomii binoholizmu.
Widzę przestrzennie, to znaczy jak? Przede wszystkim naturalnie. Z właściwą orientacją w otoczeniu. Tak jak milionami lat nakazywała ewolucja, a więc z podświadomym uczuciem pewnosci identyfikacji, a docelowo komfortu. Atrakcyjnie, bo zamiast jednolitego rzutu planow na plaszczyzne obrazu, mózg toczy proces analizy przestrzeni. Proces ciągły i płynny, jakby w obserwacje sceny wkradł się czas i ukierunkowany ku dali wyświetlił film, z najwspanialszym scenarzystą wszechczasów - naturą.
Przy wydatnej dystorsji poduszkowej na wąskich scenach, bliskość staje sie bliższa, a dal odległa. Panoramowanie intuicyjne. Krzywizna powierzchni obrazu uzasadniona. To perspektywa znana z klasycznych porro. Ostatnio tym sposobem, na leśnej sciezce, wciągnął mnie Swarovski Habicht 10x40. Okalające drzewa zdominowały wielkością scenę, horyzont oddalił zachowując chirurgiczną ostrość, a ja niepostrzeżenie znalazłem się myślą gdzie indziej niż ciałem. Tego samego wrażenia nie dała mi żadna inna lornetka obecna na spotkaniu, a był tam kwiat współczesnej optyki. NLka wyprasowała tę zmarszczkę w obrazie i choć zrobiła to na swój charakterystyczny, wierny sposób, zatrzymała film skłaniając do koncentracji na detalu. Nie śledzenia akcji.
Dla odmiany bliż preferuje mniejsze poduszki. W tym obrazie jedną z głównych ról gra paralaksa, która pobliskie krzaki i krzewy, a także rozłożyste drzewa, zamienia w namacalne obiekty. Oprócz statycznej uruchamia się tutaj przestrzenność dynamiczna, bryły ożywają w ruchu kadru, ptak startujący do lotu ożywa nie na obrazie, a w przestrzeni. Wzrok obciążony konwergencją wymaga pomocy odpowiedniej kolimacji - optyce z pomocą przychodzi przemyślana mechanika. To właśnie tutaj realizuje się dla mnie magia obrazowania lornetkowego, zwykłe kamienie i porzucone na chodniku butelki, z przypadkowych statystów, stają się obiektami koncentracji, a wyzwanie inżynieryjne w wymiarze ergonomicznym największe. Tutaj czuję, że odchodzące do lamusa urządzenie "przybliżające" staje się projektorem nowych rzeczywistości, którym dysponuje coraz weższa i niezmiennie szczęśliwa rzesza użytkowników. Tutaj odkryłem, w postaci 10x52, na nowo projekt NL.
Przestrzenność jest najmniej zbadanym aspektem obrazowania lornetkowego, który od lat - co czuć - świadomie kształtują producenci optyki, a pozostaje poza bieżącym dyskursem pasjonackim. Wiemy, że go pożądamy, a kierowani paradygmatem praktyczności wciąż uciekamy ku współczesnym dachówkom, nawinie komentując - w tej odnalazłem więcej przestrzenności - bądąc niezmiennie w takiej samej odległości od niej w porównaniu z dobrymi porro.
Wśród plotek rozchodzących się w środowisku znalazła się i ta, że Swarovski nie rezygnuje z produkcji Habichta. Cieszy mnie to i napełnia nadzieją, że gdzieś na zapleczach laboratoriów, w toku stuidium obecnej sytuacji na rynku, znajduje się środowisko na tyle odważne, by na nowo zdefiniować kategorię porro. Lata inwestycji w dachówki przekuć na udoskonalenie tego projektu, by nie różnił tak bardzo optyką i ergonomią od współczesnych lornetek. By rynek zrozumiał, jak dużo traci traktując lornetkę jak scyzoryk czy smartfon, manifestując atrybut poręczności i praktyczności.
W świecie na każdym kroku i powoli do konsumenckiego bólu opanowanym przez w.w.
Wojtas_B - Pon 09 Mar, 2026
Podczas naszych ostatnich spotkań uświadomiłem sobie, że z żadnej dachówki nie pamiętam tak przestrzennego obrazu, jaki widzę w Leica Noctivid 10x42 (nie pamiętam obrazu z Noctivida 8x42, bo dawno przez nią patrzyłem). Żeby było jasne, nie jest to przestrzenność rodem z porro, bo żadna dachówka takiej nie osiągnie. Bardzo mnie intryguje, jaki techniczny patent w Noctividzie indukuje to przyjemne wrażenie stereo. Na pewno przyczynia się do tego spora głębia ostrości (większa niż w Ultravidzie 10x50). Ale co więcej?
Czasem czytuję Bird Forum i znalazłem tam kłótnię o zagadnienie 3D w dachówkach. Jeden kolega dość arogancko próbował wyśmiać rozważania innych na temat różnic w przestrzenności obrazowania między różnymi dachówkami, twierdząc, że takie analizy są bez sensu, gdyż nie ma takiego efektu w tych lornetkach. Facet pewnie ma ograniczoną wrażliwość na niuanse obrazu.
W każdym razie, jak zwał to zjawisko, tak zwał, na pewno nie można mówić, że wszystkie dachówki obrazują tak samo płasko, bo są dachówkami, a wszystkie porro mają takie samo 3D, bo są porro. Takie uproszczenia nie są godne rasowego binoholika, raczej pasują okazjonalnemu zerkaczowi.
binocullection - Wto 10 Mar, 2026
Świat Leici jest niebywale specyficzny. Bardzo rzadko opisywany, jak rzadko trafia w ręcę użytkowników, którzy mają potrzebę (i możliwość) jego analitycznego opisu.
Dużą część wrażeń, które jako nieużytkownicy tych lornetek traktujemy jako nietypowe, wynikać będzie z cech właściwych tylko dla Leici.
Nietypowa na 10x42 głębia ostrości w Noctividzie - przeczuwam, że pochodząca z połączenia wysokiego kontrastu (który potęguje wrażenie ostrości) oraz sporej kryzwizny obrazu. Pamiętasz ostatnio ten krzak w Maculach - umieszczony w centrum i wyostrzony na wierzchołek wypukłości skierowany ku obserwatorowi, pokazał ostro roślinę oraz asfalt, który do niej prowadził. Scena rozgrywałą się lokalnie, informacja o dużej intensywności docierała zewsząd poza tłem rozmazanych drzew. Ja tam patrzyłem z bliska na trójwymiarową makietę, tło rozpływało jak na fotografii. Krzak był fizycznie w obrazie, lornetka uruchamiała wyobraźnie.
Poza Habichtem nie robiła tego "tak" żadna lornetka obecna na spotkaniu.
Pamiętam także, że Noctivid, bardziej niż Ultravid, wprowadza w obrazowanie delikatną beczkę, stąd obiekty typu pobliskie krzaki są bardziej obfite w obrazie, a brzegi schodzą na drugi plan. W Utravidzie widzę więcej poduszki, stąd tak dobre wspomnienia z obserwacji oddalającej się w perspektywie drogi.
Noctivid, biorąc także pod uwagę nazwę, celuje bardziej w identyfikację zwierząt o zmroku. Tutaj zbyt duża dystorsja nie jest pożądana, bo utrudnia ocenę rozmiarów i odległości. To w Ultravidzie widzę więcej fantazji geometrycznej w obrazie, choć z kolei Noctivid nakrywa to czapką większej ostrości i kontrastu.
Dwie wybitne lornetki, z czasem widzę, że bardziej różne niz podobne w obrazowaniu.
|
|